Marek Bańczyk, Metropolia, 15.01.2008
Czy to regiony budują dobrobyt? Czy państwo lub dominujące miasto później ten dobrobyt podkrada? A może region to przeżytek i czas postawić na coś innego?
Regionalizm jest uważany za europejski wynalazek i europejską domenę. Patrząc chociażby na zakres autonomii stanów w USA, Brazylii lub niektórych regionów Europy, można mieć pewne wątpliwości, czy wynalazca panuje nad swoją domeną. Niemniej, załóżmy, że tak jest. Europa jest niewątpliwie najgłośniejszym orędownikiem regionalizmu i największym producentem najrozmaitszych programów rozwoju regionalnego. Mogłaby w zasadzie próbować opatentować je i sprzedawać np. w Azji czy w Afryce. Chociaż jeśli chodzi akurat o Afrykę – to ostrożnie! W końcu większość państw afrykańskich zbudowano według zasady przypominającej genezę Euroregionów: połączmy kilka regionów lub obszarów plemiennych w większy twór, a uzyskamy wielorakie korzyści. Ludy poznają się wzajemnie, wytworzą się relacje, będzie multikulturowo. Jak wszyscy wiemy, nie zawsze jest tak różowo. Afroregiony Rwanda i Kenia niech służą jako przykład. Euroregion Jugosławia też dobrze nie skończył, więc nie jest to wyłącznie kwestia kulturowa. Jeśli komuś wydaje się, że takie niebezpieczne efekty występują tylko w drugim i trzecim świecie, niech zwróci uwagę na sielankową atmosferę w Euroregionie Belgia czy Ameroregionie Kanada. Flandria czy Quebec – motyw najczęściej jest taki sam: na unii (konfederacji, federacji, państwie) z pozostałymi regionami tracimy. Nie chcemy się z nimi męczyć, w pojedynkę będzie nam dużo lepiej.
TRUDNO BYĆ JEST BOHATEREM,
GDY PRZEGRYWA MECZ SIĘ Z ZEREM
W tradycji europejskiej głęboko wydaje się być osadzone myślenie tego typu: „Jestem przede wszystkim Bawarczykiem, potem (niechętnie) – obywatelem Niemiec, wreszcie (jakby znowu chętniej) – Europejczykiem.” Takie myślenie o regionach jako „małych ojczyznach”, kolorowych i pełnych uroku matecznikach postępowej części ludzkości ma rzesze zwolenników również w Polsce. Na normalne, typowe dla zachodniego świata dążenie do podkreślania swojej odrębności nałożyło się w Polsce coś jeszcze – degrengolada autorytetu państwa. Rozpoczęło się to za komuny, ale razem z nią nie zdechło. Rzeczpospolita kapitalizmu politycznego zrobiła swoje. Na taką zatrutą ojczyznę, skutecznym antidotum wydawało się modne myślenie euroregionalne: po co nam Warszawa, lepiej uciec pod skrzydła Oberpaństwa ze stolicą w dalekiej Brukseli, które jest na dodatek lepiej zorganizowane. Trudno zaprzeczyć. Może trzeba jedynie uściślić: to nie tworząca się UE jest lepiej zorganizowana, tylko z Rzeczpospolitą jest gorzej. To tak jak z niektórymi meczami naszej reprezentacji: nie tyle my wygraliśmy 1:0, co tamci przegrali 0:1. Niemniej, jak słusznie zauważa Samotny Wilk McKorwin-Mikke, nawet VAT narzucany przez UE (15%) jest niższy od naszego dobrowolnie przyjętego ucisku narodowego (22%). Prowadziłoby to do wniosku, że przynajmniej z polskiego punktu widzenia być może lepiej jest dążyć do erozji struktur państwowych, wzmacniając przy tym struktury regionalne. Czy tak jest? Czy bycie regionem UE, dumnej ojczyzny regionalizmu, jest samo w sobie drogą do dobrobytu?
Z metropolitalnego punktu widzenia – niekoniecznie. Dominująca obecnie teoria metropolitalna, czyli sieciowa teoria Taylora, opiera się na interakcji dwóch głównych systemów oddziaływań: miasta i państwa. Modus operandi tego pierwszego jest wymiana, a dominującymi aktywnościami – wytwarzanie i sprzedawanie. Państwo zaś jest elementem tzw. syndromu strażnika żywiołu konkurencji terytorialnej. Domeną państwa jest zabieranie (terytoriów, podatków) i ochrona. Oczywiście, Taylor przedkłada miasto (a raczej – sieć miast) ponad wszystko, lecz nawet w takim spojrzeniu z istnieniem państwa łączą się pewne plusy. Skromne, bo skromne, ale jednak. Region zaś jest tworem zawieszonym gdzieś pośrodku – nie oferuje ani mechanizmu rozwoju porównywalnego z mechanizmem miasta, ani stabilności i ochrony dostarczanej przez państwo. Jest raczej areną pewnego rodzaju procesów związanych z miastem, ale nieuważanych przez Taylora za kluczowe. Precyzuje to nuklearna teoria metropolii (NTM), w której region jest najmniej ważnym z trzech poziomów oddziaływania metropolii. Znane są przykłady metropolii o znikomym lub wręcz zerowym oddziaływaniu regionalnym.
¬– CO TU ROBIĆ? BOŻE RATUJ!
– SPÓJRZCIE W LICZBY EUROSTATU!
Wszystko zmierza do pytania: na co stawiać? Na euroregionalizm? Na wzmocnienie mechanizmów państwowych? Czy może jeszcze na coś innego? Którędy wiedzie droga do swobodniejszego i bardziej obfitego życia? Czy bycie regionem UE jest gwarancją takiego życia lub chociaż – potwierdzeniem dobrze obranej drogi? I w jakim punkcie tej drogi obecnie się znajdujemy?
Odpowiedzi można oczywiście udzielić wiele, w zależności od nastawienia, poglądów, sytuacji społecznej, a być może nawet – od pogody (u nas tak parszywie leje, stwórzmy więc Euroregion np. z Wyspami Kanaryjskimi...). Ale nas chyba takie pitu-pitu nie interesuje. Weźmy sobie lepiej jakąś solidną podstawę rozważań, która nie zmienia się razem z frontem barycznym, a najlepiej – jest samoistna i nie zależy nawet od rozważającego. Taką podstawą mogą być na przykład osiągnięcia regionów europejskich wyrażone w postaci liczbowej. One istnieją niezależnie od tego, co ja jako rozważający sądzę o biurokracji brukselskiej. Zresztą, akurat Eurostat jest jedną z ostatnich instytucji, którą mógłbym atakować za marnowanie pieniędzy publicznych.
Na podstawie danych źródłowych z najnowszego rocznika „Eurostat regional yearbook 2007”, spójrzmy jakie regiony przodują w UE i ile nas od nich dzieli. Niestety albo i stety, nie zawsze będziemy mogli porównać między sobą regiony w etniczno-kulturowym, geograficznym, a nawet administracyjnym tego słowa znaczeniu. Dane dostępne są generalnie na poziomie NUTS 2, czyli teoretycznie dla terytoriów zamieszkanych przez ludzi w liczbie od 0,8 do 3 milionów. Poziom ten był w zamierzeniu przewidziany dla stanów lub prowincji, czyli regionów. W praktyce granice te są przekraczane, a rządy różnych państw widzą sprawy odmiennie. Dania np. widzi się jako jeden wielki NUTS 2, a Niemcy schodzą poniżej poziomu landu i dzielą się na czterdzieści jeden jednostek NUTS 2. Czasami jako NUTS 2 figurują wielkie miasta, zlepki kilku hrabstw itp. Na tym tle całkiem rozsądnie wygląda Polska: regiony NUTS 2 to po prostu województwa. Taki eurostatystyczny misz-masz nie stanowi jednak większej przeszkody dla analizy, a nawet oferuje pewne korzyści, pozwalając dostrzec zróżnicowanie wewnątrz większych regionów właściwych. Spójrzmy kto jest motorem napędowym regionalnej Unii Europejskiej.
GDY SIĘ SPOJRZY NA PE-KA-BE,
TO WYNIKI BARDZO SŁABE
Pierwszym wskaźnikiem jest oczywiście Produkt Krajowy Brutto na głowę jednego mieszkańca, czyli miara niekoniecznie dobrobytu, ale na pewno – ekonomicznego dziania się. W zasadzie mógłby być to wskaźnik jedyny. Mając jednak sporo innych danych, wystarczy jeśli uznamy go za najważniejszy pod względem siły gospodarczej.
PKB per capita PPS w regionach UE (średnia EU-27 = 100)
Poz. NUTS2 Nazwa Wynik
1 UKI1 Inner London 302,9
2 LU00 Luxemburg 251,0
3 BE10 Region de Bruxelles-Capital 248,3
4 DE60 Hamburg 195,2
5 AT13 Wien 179,7
6 FR10 Ile-de-France 174,5
7 UKJ1 Oxfordshire, Buckinghamshire, Berkshire 173,8
8 DE21 Oberbayern 169,3
9 SE01 Stockholm 165,7
10 NL31 Utrecht 157,7
11 DE71 Darmstadt 157,3
12 CZ01 Praha 157,1
13 IE02 S&E Ireland 156,5
14 DE50 Bremen 155,8
15 NL32 Noord Holland 153,7
194 PL12 Mazowieckie 76,8
228 PL22 Śląskie 57,0
231 PL41 Wielkopolskie 54,5
268 RO21 Nord-Est 23,6
Bez specjalnego zaskoczenia odnotowujemy prymat Londynu, który jest w końcu biznesową stolicą świata. W słonecznej części tabeli rzuca się w oczy stolica sąsiadów, których lubimy otwarcie posądzać o tchórzostwo, a skrycie – cenimy za pragmatyzm. Niezłe osiągnięcie, z tym że – jest to wydzielony obszar metropolitalny. Dopowiem od razu, że Warszawa w postaci wydzielonej wylądowałaby tylko nieznacznie niżej niż Praga. W postaci niewydzielonej, czyli województwa mazowieckiego, widzimy gdzie ląduje. Nie odnoszę się tu do głośnego sporu czy wydzielić ją lub nie, bo jego istotą było tylko to, jak wyciągnąć z UE maksimum kasy. Dla nas nie jest to w tym punkcie istotne. Istotne jest natomiast uplasowanie się na wysokich pozycjach kilku regionów, o których na pierwszy rzut oka, ucha lub mózgu – wie się raczej niewiele. Na przykład: z czego słynie Ile-de-France? Albo Północna Holandia? A GÓRNA Bawaria? Kto zna jakieś cechy regionalne Południowo-Wschodniej Irlandii? A Darmstadt? Czy to sympatyczne miasto i jego okolice są aż taką gospodarczą potęgą? No i skąd w tym dość masywnym gronie wziął się niewielki przecież Utrecht? Odpowiedzi brzmią: Ile-de-France słynie z tego, że jest tam Paryż. Północna Holandia realnie znaczy Amsterdam. W Bawarii w ogóle jest dużo specyficznych klimatów, ale akurat w Górnej Bawarii leży Monachium. Korzystnym elementem południowo-wschodniej Irlandii jest Dublin. Natomiast w okolicach Darmstadt i jego NUTS 2 leży takie miasto jak Frankfurt nad Menem. Gdzie nie spojrzymy – metropolie. Te wielkie i te mniejsze, ale generalnie wszystkie – usieciowane w sensie taylorowskim. To jest właśnie tajemnica małego Utrechtu – już w 2001 roku było uważane za potencjalne miasto sieci światowej (world city formation).
GŁUPIO BYĆ NAJGORSZYM W UNII,
LECZ NA SZCZĘŚCIE SĄ RUMUNI
Na tle najlepszych w Unii pozycja TRZECH NAJLEPSZYCH polskich regionów boli. Gdyby Rumunia nie przyszła nam w sukurs, przynosząc do UE jeszcze niższe PKB, walka o palmę „ostatnieństwa” toczyłaby się głównie w polskim gronie. Nie to jest jednak najgorsze. Znowu dopowiem, czego nie widać. Otóż niemiecki region Brandenburg Nord-Ost to miejsce 196, a brytyjska Kornwalia – 188. Czyli ONI też mają tyły. Ale jednocześnie – mają przody, czyli regiony w pierwszej dziesiątce ¬– mocne przody. My mamy TYLKO tyły. Jedynie Warszawa miałaby szanse na pierwszą trzydziestkę. Poznań, czyli druga gospodarka miejska Polski (nawet nieuśredniany z Wielkopolską), wylądowałby w okolicach miejsca 130, czyli na poziomie 100% średniej EU27. O reszcie miast nie ma co wspominać. O reszcie regionów – tym bardziej.
Teraz czas na szczegóły. Dość dobrym kryterium dopowiadającym jest produktywność, czyli PKB przeliczone na liczbę ludzi, którzy to PKB tworzą. Pomijając Luksemburg, który z uwagi na bycie formalnym centrum wielu operacji i centrum księgowym instytucji jest wypaczonym przykładem, wiele regionów z poprzedniej tabeli się powtarza.
Produktywność pracy w regionach UE (w EUR na 1 zatrudnionego)
NUTS2 Nazwa Wynik
lu00 Luxemburg 89,3
fr10 Ile-de-france 86,7
ie02 S&E Ireland 84,3
be10 Region de Bruxelles-Capital 83,7
at13 Wien 79,4
uki1 Inner London 78,3
nl11 Groningen 76,9
be31 Brabant-Wallon 76,6
be24 Vlaams-Brabant 76,5
se01 Stockholm 76,3
be21 Antwerpen 75,9
de60 Hamburg 75,0
de21 Oberbayern 71,2
dk00 Danmark 69,1
de71 Darmstadt 69,0
PL12 Mazowieckie 20,0
PL22 Śląskie 18,5
PL51 Dolnośląskie 17,6
RO21 Nord-Est 4,2
Do poprzedniego zestawu dochodzi Sztokholm czy Antwerpia, a także prowincja Groningen. Spokojna rolnicza prowincja, ale z kontrastowym do niej, tętniącym życiem, średniej wielkości miastem o tej samej nazwie. Widzimy też, że produktywność może być wysoka w regionie bez wielkich miast – w Brabancji. Na dodatek, ostry spór etniczno-regionalny pomiędzy Flamandami i Walonami w Belgii w świetle tych wyników można skwitować radośnie: oba regiony są na tym samym poziomie i jest to poziom bardzo wysoki. Należy tylko dodać, że obie połówki Brabancji składają się kształtem na region, w którego środku leży de facto Bruksela. De lege, metropolia ta leży w małym wykrojonym z Brabancji regionie stołecznym, co nijak nie zmienia realnego oddziaływania gospodarczego.
POLAK JUŻ PIERŚ PRĘŻY Z DUMĄ,
A TU FIN MU PSUJE HUMOR
Trzy najbardziej produktywne gospodarcze polskie regiony usadowiły się dość zgodnie w okolicach miejsca 230 na 275 notowanych. Jak to dobrze, że można jeszcze spoglądać z góry na północny wschód Rumunii. Tyle, że nie wiadomo jak długo jeszcze. Bo jak mówi prawda ludowa, kto nie inwestuje w badania i rozwój, ten przegrywa walkę cywilizacyjną. Nie zawsze udaje się to potwierdzić, bo wskaźnik samych wydatków na coś nie mówi automatycznie, że to coś się rozwija. Niemniej, warto i taki zestaw informacji o regionach UE poznać. I polubić. Bo nie wypadamy tak tragicznie, jak w poprzednim zestawieniu. Mazowieckie jest w pierwszej setce (na dwie), czyli w tej lepszej połowie. Następne dwa nasze najbardziej badawczo-rozwojowe województwa są już w tej gorszej, ale przynajmniej – na dobrych miejscach, daleko od końca.
Wydatki na B+R regionów UE (w % PKB)
Poz. NUTS2 Nazwa Wynik
1 de91 Braunschweig 8,7
2 se0a Vastsverige 6,0
3 de11 Stuttgart 4,7
4 de21 Oberbayern 4,6
5 fi1a Pohjois-Suomi 4,6
6 se01 Stockholm 4,3
7 se02 Ostra Mellansverige 4,3
8 se04 Sydsverige 4,1
9 de30 Berlin 3,9
10 de14 Tubingen 3,9
11 de12 Karlsruhe 3,8
12 fr62 Midi-Pyrenees 3,7
13 fi18 Etela-Suomi 3,6
14 fi19 Lansa-Suomi 3,5
15 AT22/AT13 Wien / Steiermark 3,3
88 PL12 Mazowieckie 1,14
116 PL22 Małopolskie 0,85
153 PL11 Łódzkie 0,52
203 PL33 Świętokrzyskie 0,06
Cieszyć się jednak nie pozwala fakt, że w pierwszej piętnastce są np. 3 regiony z Finlandii. Finlandii, która nie miała ani Planu Marshalla, ani nie była przez długie lata specjalnie suwerenna, ani nie miała żadnych innych dopustów bożych, które lubimy przypisywać Europie Wschodniej, tłumacząc nasze opóźnienie i niemoc. Każdy wie, czym była do niedawna Finlandia: krajem, o którym nawet Alfred Jarry nie wiedział, że istnieje (dlatego napisał „w Polsce, czyli nigdzie”, naszą nazwę chociaż gdzieś słyszał). Poza tym, w zestawieniu regionów wg wydatków na B+R już nie pomaga nam uroczy północny wschód Rumunii. Wielką rodzinę europejskich regionów zamyka tym razem województwo świętokrzyskie z wynikiem 0,06%. Jest to wynik o ok. 580 razy gorszy od najgorszego wyniku regionów fińskich z czołówki. Nic ująć. Bo dodać można by bardzo wiele...
ZNA PATENTÓW POLSKA SPORO
JAK DORÓWNAĆ WNET AZOROM
Nie poprawimy sobie też humoru, zerkając na statystykę patentową. Wydatki wydatkami, ale wnioski patentowe to już realnie przygotowane innowacje. Mazowsze stara się ratować honor Polski, ale z mizernym skutkiem: pozycją 175 na 240 notowanych regionów. Kolejne dwa województwa lokują się na przełomie drugiej i trzeciej setki rankingu.
Liczba patentów w regionach UE (PPM – Patents Per Million Population)
Poz. NUTS2 Nazwa Wynik
1 NL41 Noord-Brabant 885
2 DE11 Stuttgart 736
3 DE21 Oberbayern 669
4 DE12 Karlsruhe 547
5 DE25 Mittelfranken 547
6 DE14 Tubingen 539
7 DE13 Freiburg 477
8 DEB3 Rheinhessen-Pfalz 475
9 SE01 Stockholm 420
10 DE71 Darmstadt 412
11 SE04 Sydsverige 403
12 ukj1 Oxfordshire, Buckinghamshire, Berkshire 401
13 ukh1 East Anglia 394
14 DE23 Oberpfalz 388
15 FI18 Etela-Suomi 384
175 PL12 Mazowieckie 76,8
192 PL63 Pomorskie 57,0
202 PL51 Dolnośląskie 54,5
240 PT20/PL62 Açores / Warmińsko-mazurskie 23,6
W naszych najbardziej innowacyjnych regionach zgłasza się średnio około 60 wniosków patentowych, w czołówce Europy – około 400. W najlepszym regionie – Północnej Brabancji – prawie 900. A region ten ma do dyspozycji metropolię małej skali, czyli Eindhoven. A mimo to - to różne światy. Ostatnie miejsce w rankingu znów przypada naszemu województwu, tym razem – w towarzystwie regionu „starej Unii”, bardzo starej, w zasadzie – prehistorycznej... Dokładniej chodzi o portugalskie wyspy Azory, które położone są niedaleko zachodniego wybrzeża Afryki. Przynajmniej wiemy do którego świata nam bliżej.
Bez uprzedzeń, a gwoli sprawiedliwości podkreślmy, że pod względem innowacyjności definiowanej przy pomocy powyższych wskaźników prym wiodą regiony niemieckie. Jest ich 6 w jednej czołowej 15, i 9 w drugiej. Braunschweig to centralny poligon badawczo-rozwojowy zasilany z funduszy państwowych. Tu mieści się m.in. Federalny Urząd Fizyczno-Techniczny, czołowy instytut technologiczny Niemiec sprawujący kontrole na przykład nad zegarem laserowym, według którego ustawiana jest niemiecka dokładność. Czołówka regionów innowacyjnych (patenty) to bez jednego fińskiego wyjątku obszary lingwistycznie przynależne do germańskiej rodziny językowej. Oprócz regionów niemieckich czy brytyjskich, na uwagę zasługuje region Sydsverige, czyli południowej Szwecji, który z pozoru tylko jest szwedzki. W rzeczywistości obszar ten przejmuje dużą część innowacji generowanych w obszarze metropolitalnym Kopenhagi (tzw. Oresund), do którego należy de facto również Malmo, stolica regionu Skane, tworzącego Sydsverige. Znajduje się tam m.in. klaster biotechnologiczny Medicon Valley. Przyczyna rejestrowania firm w Malmo, a nie w Kopenhadze jest prozaiczna: duńskie podatki są jeszcze wyższe niż szwedzkie. Dlatego Duńczycy lubią powtarzać: oj Szwedzie, Szwedzie, jak ci się dobrze wiedzie...
Innowacje innowacjami, a jeść trzeba. Po to zresztą między innymi tworzy się nowe rozwiązania – żeby lepiej i taniej zaspokajać potrzeby oraz mnożyć środki na kolejne potrzeby. Spójrzmy, ile tych środków przynosimy do domu. Biorąc pod uwagę sam wynik, tutaj obraz nie wygląda aż tak źle. Jest to po części efektem zastosowania miary PPCS, czyli konsumpcyjnego komponentu standardu siły nabywczej. Innymi słowy, ratuje nas niski wciąż poziom cen w Polsce dla produktów konsumpcyjnych. Dlatego dochód rozporządzalny wszystkich trzech najzasobniejszych dochodowo polskich województw plasuje się powyżej połowy średniej unijnej.
Dochód rozporządzalny gospodarstw domowych w regionach UE
(PPCS, średnia EU-27 = 100)
Poz. NUTS2 Nazwa Wynik
1 UKI1 Inner London 167,8
2 DE60 Hamburg 166,4
3 UKJ2 Surrey, East and West Sussex 152,3
4 UKJ1 Oxfordshire, Buckinghamshire, Berkshire 149,9
5 GR30 Attiki 147,0
6 DE21 Oberbayern 147,0
7 UKH2 Bedfordshire and Hartfordshire 145,8
8 UKI2 Outer London 144,8
9 DE11 Stuttgart 143,6
10 FR10 Ile-de-France 142,8
11 DE50 Bremen 140,7
12 UKH3 Essex 140,5
13 AT13 Wien 139,0
14 DE71 Darmstadt 138,6
15 DE14 Tubingen 137,5
210 PL12 Mazowieckie 63,1
216 PL22 Śląskie 56,1
222 PL41 Wielkopolskie 52,9
254 RO21 Nord-Est 24,4
Pamiętamy czasy, gdy było to raptem naście procent, więc nie narzekamy ponad potrzebę. Inna rzecz, że znakomita większość regionów UE plasuje się wyżej naszych najlepszych. Czyli mimo nie aż tak tragicznego poziomu, jesteśmy na szarym końcu. No, może – szarawym – na szarym jest nasz etatowy pocieszyciel – północny wschód Rumunii.
GDY GDZIE INDZIEJ SZARY OGON,
PRZEZ STUDENTÓW JEST NAM BŁOGO
Pozostaje się uczyć, jak z tego końca przesunąć się w bardziej kolorowe obszary. I uczymy się? Owszem. Wreszcie zestawienie, w którym polskie regiony realnie są w czołówce Europy. Pierwsze trzy – są w czołowej europejskiej pięćdziesiątce (no, prawie), a najlepszy – mazowieckie jest w pierwszej dziesiątce UE. W woj. mazowieckim jest więcej studentów niż ludzi w grupie wiekowej 20-24 w ogóle! (owszem – to JEST możliwe, studiuje się też w innym wieku...). W rankingach edukacyjnych pojawiają się nie tylko jednostki polskie czy węgierskie. Są tam też regiony hiszpańskie czy nawet greckie. Nie mówi się w nich o stanie czy poziomie rozwoju regionów, mówi o ich aspiracjach i ambicjach. Być może też – o przyszłości.
Liczba studentów uczelni wyższych w regionach UE (% grupy wiekowej 20-24)
Poz. NUTS2 Nazwa Wynik
1 cz01 Praha 149,6
2 at13 Wien 126,1
3 be1 Bruxelles 120,0
4 be31 Brabant-Wallon 111,1
5 sk01 Bratislavsky kraj 106,2
6 gr23 Dytiki Ellada 103,3
7 pl12 Mazowieckie 102,7
8 se08 Ovre Norrland 102,3
9 itd5 Emilia-Romagna 98,3
10 ite4 Lazio 94,5
11 hu1 Kozep-Magyarorszag 94,5
12 gr21 Ipeiros 94,3
13 fi18 Etela-Suomi 93,9
14 fi19 Lansi-Suomi 93,8
15 se02 Ostra Mellansverige 92,0
7 PL12 Mazowieckie 102,7
49 PL22 Małopolskie 67,9
52 PL41 Dolnośląskie 66,6
242 CZ02 Stredni Cechy 4,0
Zauważmy też, jak dziwnie wypadają w niej nasi sąsiedzi z dołu mapy. Z jednej strony – zwyciężają. Z drugiej strony – zamykają stawkę. Wygląda na to, że Praga zdominowała okalające je Středni Cechy, że wszyscy chcący studiować przenieśli się z tego regionu właśnie do centralnej metropolii. Pokazuje to z jednej strony jak silną metropolią jest Praga, z drugiej – co stałoby się, gdyby jej nie było. Byłoby naprawdę gorzej niż střednio.
Upłynie jeszcze jednak sporo czasu zanim nawet ucząc się tak masowo zdołamy doszlusować do regionów Europy pod względem wykształcenia populacji generalnej. W takiej Brabancji czy Akerhus prawie połowa ludzi skończyła jakieś uczelnie wyższe. Oczywiście, w tle znowu mamy metropolie – Brukselę i Oslo. W naszych najbardziej wykształconych województwach – około jedną piątą. Ciekawym trafem, jest to jedyne zestawienie czołówki europejskiej, w którym plasują się aż trzy regiony hiszpańskie. O ile znana jest pozycja uczelni w Pampelunie (Navarra) czy Madrycie, o tyle swoistym fenomenem w tym zestawieniu jest Kraj Basków, praktycznie pozbawiony istotniejszych metropolii. Fundację Guggenheima można bowiem chwalić w nieskończoność za to, jak z prawie-wiochy pod nazwą Bilbao uczyniła sławne i głównie swą sławą silne Miasto Muzeum Sztuki. Trudno jednak dowieść, że dzięki temu ludzie popędzili na studia. Może jest to raczej efekt zbliżony do naszych tajnych kompletów: wykształćmy elitę baskijską, żeby ci wredni Hiszpanie nie mogli łatwo dać nam rady. Pozostaje mieć nadzieję, że nie wszyscy z tych 45% to absolwenci politechniki i że nie pracują dla ETA.
Wyższe wykształcenie w regionach UE (% całości populacji)
Poz. NUTS2 Nazwa Wynik
1 BE31 Brabant-Wallon 45
2 NO01 Oslo og Akerhus 45
3 BE10 Bruxelles 41
4 ES21 Pais Vasco 41
5 UKI1 Inner London 41
6 BE24 Vlaams-Brabant 40
7 NL31 Utrecht 39
8 FR10 Ile-de-France 38
9 FI18 Etela-Suomi 38
10 SE01 Stockholm 37
11 ES22 Navarra 37
12 ES30 Madrid 37
13 NL32 Noord Holland 36
14 UKJ1 Oxfordshire, Buckinghamshire, Berkshire 36
15 UKJ2 Surrey, East and West Sussex 36
194 PL12 Mazowieckie 24
228 PL22 Dolnośląskie 17
231 PL41 Lubelskie 17
266 CZ02 Stredni Cechy 7
Pozycja polskich regionów, jak widać, w sensie realnego wyniku nie odbiega jednak tak mocno od czołówki europejskiej. Oxford przebija np. mazowieckie tylko o 12 pkt. proc. Mając takie uczelnie, też byśmy byli mądrzy.
INNI LUBIĄ USTAWICZNIE,
U NAS NIE JEST JUŻ TAK ŚLICZNIE
Gorzej jest po skończeniu studiów. Zaczyna się tzw. ścieżka kariery i na głupoty nie ma czasu. Czas mają gdzie indziej. Na przykład w Londynie i w ogóle w Wielkiej Brytanii. Wielka Brytania ma najlepiej zorganizowany i dopasowany do potrzeb rynek pracy. Pracodawcy dostosowują się płacąc więcej, pracownicy – kształcąc się i oferując więcej. Drugi wariant wytłumaczenia tej zbieżności to znane zjawisko zgodnie z którym wysokie zarobki prowadzą (po przekroczeniu pewnej granicy) do wykorzystywania czasu w inny sposób niż przyjmowanie kolejnych zleceń czy ofert. Oznacza to czas na dodatkowe wykształcenie, czasami niezwiązane z wykonywanym zawodem.
Kształcenie ustawiczne w regionach UE (% całości populacji)
Poz. NUTS2 Nazwa Wynik
1 DK00 Danmark 27
2 UKJ2 Surrey, East and West Sussex 25
3 UKI1 Inner London 25
4 UKI2 Outer London 24
5 FI18 Etela-Suomi 24
6 UKJ1 Oxfordshire, Buckinghamshire, Berkshire 23
7 FI1A Pohjois-Suomi 23
8 UKK3 Cornwall 23
9 UKK1 Gloucestershire 22
10 UKM2 Eastern Scotland 22
11 SE04 Sydsverige 22
12 UKJ3 Hampshire 22
13 FI19 Lansi-Suomi 22
14 SE02 Ostra Mellansverige 22
15 UKF2 Leicestershire 22
183 PL51 Dolnośląskie 6
192 PL12 Mazowieckie 6
198 PL31 Lubelskie 5
270 GR25 Peloponnisos 1
Pod tym względem w Polsce prym wiedzie Wrocław, a z nim – Dolny Śląsk. Nieznacznie przeważa on nad Warszawą i Mazowszem, ale i tak jest to godne odnotowania. Przebicie Mazowsza przez inny polski region zdarza się bowiem rzadko, a jest tak tylko i wyłącznie ze względu na metropolitalny potencjał i siłę Warszawy. Nawet jednak na Dolnym Śląsku czy na Mazowszu dokształca się po godzinach zaledwie co szesnasty mieszkaniec. W okolicach Helsinek – co czwarty. To nadal przepaść.
Zmierzając ku końcowi, zobaczmy czy taki sam dystans dzieli nasze regiony od reszty Europy w sektorze, który sam w sobie służy pokonywaniu dystansu, czyli – w infrastrukturze drogowej. Patrzymy i widzimy, że NIE dzieli. Gęstość dróg to drugi po wskaźniku czynnej edukacji wyższej obszar, w którym porównanie polskich regionów z resztą Europy wygląda nieźle. Nasze TOP3 mieści się w drugiej pięćdziesiątce UE. Co więcej, różnica pomiędzy gęstością dróg północnych prowincji Antwerpia i Śląska nie jest większa niż różnica pomiędzy obszarem Brukseli, a okalającym ją od północy dobrze rozwiniętym pasem Brabancji Flamandzkiej. Zauważmy kolejny raz prymat Londynu i obecność w czołówce czterech innych regionów brytyjskich.
Gęstość infrastruktury drogowej bez autostrad w regionach UE (km na 1km2)
Poz. NUTS2 Nazwa Wynik
1 UKI1 Inner London 1368,75
2 BE1 Bruxelles 1167,08
3 UKG3 West Midlands 840,83
4 UKI2 Outer London 818,41
5 UKD5 Merseyside 755,88
6 UKD3 Greater Manchester 695,84
7 AT13 Wien 693,28
8 BE24 Vlaams-Brabant 551,67
9 NL33 Zuid-Holland 543,61
10 BE22 Limburg 541,94
11 NL42 Noord Holland 513,98
12 BE31 Brabant-Wallon 504,03
13 BE32 Hainaut 497,46
14 BE23 Ost Vlaanderen 493,69
15 BE21 Antwerpen 485,21
57 PL12 Śląskie 202,97
83 PL22 Małopolskie 186,93
88 PL41 Świętokszyskie 143,35
223 CZ01 Praha 12,74
Regiony te oznaczają znane miasta – Manchester, Birmingham czy Liverpool. W zestawieniu widzimy też Antwerpię. Bardzo dobrze wypada pod względem zarówno gospodarczym, jak i edukacyjnym – Praga, która pod względem gęstości dróg zajmuje ostatnie miejsce wśród znaczących europejskich regionów (nie licząc np. Gujany Francuskiej).
Z DROGI BEZ AUT ZYSK NAM PŁYNIE,
TAKI SAM JAK Z TRAWY PRZY NIEJ
Jednocześnie, w ostatnim zestawieniu tego typu – w rankingu aktywności przejazdowej, Praga zajmuje miejsce bardzo wysokie. Potwierdza to po raz kolejny tezę, że liczy się przede wszystkim prędkość wymiany, PROCES, a nie – jego materialny warunek. Mając ten warunek spełniony, można na minimalnym poziomie intensywnością procesu nadrobić straty i osiągnąć wysoki poziom rozwoju. Natomiast przy niskiej intensywności procesu, nawet najbardziej rozbudowana struktura drogowa (czy jakakolwiek inna) rozwoju nie przyspieszy. Rozwój to ruch, nie – prowadnice ruchu. Równie dobrze można sobie kupić prywatną siłownię i codziennie na nią spoglądać.
Aktywność drogowa w regionach UE (liczba przejazdów na 1km2)
Poz. NUTS2 Nazwa Wynik
1 UKI1 Inner London 33639,44
2 CZ01 Praha 30819,44
3 AT13 Wien 19396,96
4 UKI2 Outer London 18835,13
5 UKG3 West Midlans 18788,68
6 UKD3 Greater Manchester 16342,37
7 DE60 Hamburg 15647,92
8 DE50 Bremen 14468,97
9 UKD5 Merseyside 13508,24
10 NL33 Zuid Holland 11692,11
11 DE30 Berlin 10661,43
12 UKE4 West Yorkshire 9187,05
13 NL31 Utrecht 8589,59
14 BE10 Bruxelles 7548,99
15 UKE3 South Yorkshire 6650,48
42 PL12 Śląskie 76,8
89 PL22 Małopolskie 57,0
97 PL41 Dolnośląskie 54,5
222 SE08 Ovre Norrland 23,6
Po raz pierwszy stawkę zamyka region „cywilizowanej” Unii, czyli szwedzka daleka północ. No, ale tam – wiadomo – ziąb i lód. Tam się jeździ pojazdami gąsienicowymi, a one do najszybszych nie należą. Natomiast polskie regiony, podobnie jak w zestawieniu gęstości, nie wypadają najgorzej. Wydaje się, że sytuacja na polskich drogach odstaje od regionów europejskich, ale nie na tyle (ani pod względem infrastruktury, ani – aktywności przewozowej), aby wytłumaczyć tym dystans cywilizacyjny.
Bardziej czytelny obrazek wyłania się z porównania specjalizacji regionalnych mierzonych udziałem w zatrudnieniu według klasyfikacji NACE (EKD).
Specjalizacja wybranych regionów EU w pozafinansowej działalności gospodarczej (wg udziału w zatrudnieniu)
Przemysł wydobywczy Śląskie (PL22)
Przetwórstwo przemysłowe Západné Slovensko (SK02)
Produkcja odzieży Nord-Est (RO21)
Przemysł wydawniczy Inner London (UKI1)
Minerały Centro (PT16)
Hutnictwo metali Východné Slovensko (SK04)
Przemysł elektromaszynowy Západné Slovensko (SK02)
Gaz, woda, energia elektryczna Bratislavský kraj (SK01)
Przemysł energetyczny Bratislavský kraj (SK01)
Handel samochodowy Brandenburg - Südwest (DE42)
Hotele i restauracje Illes Balears (ES53)
Transport lotniczy Outer London (UKI2)
Zarządzanie rynkiem nieruchomości Inner London (UKI1)
Usługi komputerowe Berkshire, Bucks and Oxfordshire (UKJ1)
Badania i rozwój Oberbayern (DE21)
Pozostałe usługi biznesowe Inner London (UKI1)
Należałoby tu tylko przypomnieć, że Oberbayern to Monachium i że wysoko specjalizowane regiony to albo obszary metropolitalne, albo większe terytoria ściśle związane z obszarami metropolitalnymi.
I nie są to nasze regiony. My nadal specjalizujemy się w dostarczaniu surowców, zarówno w sensie dosłownym (wydobywczym), jak i przenośnym (schyłkowych przemysłów). My – znaczy kto? O – to ciekawe. My - znaczy Europa Wschodnia, ale już nie np. Czechy, a za to – Portugalia po części tak.
NIE WYSTARCZY BRAVA COSTA,
BY REGIONEM SILNYM ZOSTAĆ
Region portugalski nie występuje, w co trudno uwierzyć, w zestawieniu 20 najważniejszych regionów turystycznych UE. Co ciekawe, mimo że w tym akurat rankingu można było się spodziewać regionów o atrybutach ściśle geograficznych, a nie – przestrzenno-procesowych (metropolie), w kilku przypadkach trop metropolitalny jest również prawdopodobny. Nie? To jakie są jeszcze miejscowości w Katalonii? I co tam jest ciekawego? Jest oczywiście Costa Brava. Ale jest przede wszystkim Barcelona – symbol sukcesu nowoczesnej metropolii zarówno w wymiarze marki, jak i w wymiarze realno-biznesowym (ECM). Sama Barcelona ściąga ponad 9 milionów turystów rocznie.
Najważniejsze regiony turystyczne UE
Region NUTS2 Liczba miejsc noclegowych W tym: hotele W tym: kempingi
Cataluña (ES) 611891 276774 335117
Provence-Alpes-Côte d'Azur (FR) 555192 263259 291933
Rhône-Alpes (FR) 511267 287473 223794
Languedoc-Roussillon (FR) 454896 99357 355539
Aquitaine (FR) 421621 103336 318285
Veneto (IT) 409122 192906 216216
Emilia-Romagna (IT) 372649 285837 86812
Île de France (FR) 364343 317579 46764
Andalucia (ES) 352608 259389 93219
Toscana (IT) 351919 181961 169958
Danmark (DK) 339359 69932 269427
Bretagne (FR) 331723 64339 267384
Islas Baleares (ES) 329802 326065 3737
Pays de la Loire (FR) 314493 58167 256326
Lombardia (IT) 252936 167644 85292
Lazio (IT) 222227 143238 78989
Midi-Pyrenées (FR) 220234 93931 126303
Tirol (AT) 218248 179082 39166
Poitou-Charentes (FR) 208879 38683 170196
Comunidad Valenciana (ES) 198604 121744 76860
Wydaje się, że nawet rankingi stricte turystyczne nie mogą do końca obyć się bez metropolii. 40% najważniejszych regionów turystycznych zawiera istotne europejskie obszary metropolitalne. Charakterystyczne jest też, że w tych właśnie regionach przeważają hotele, zaś w pozostałych – regionach turystycznych bez metropolii – kempingi.
Ostatni arkusz danych jest szczególny. Tłumaczy bowiem w dużej mierze, jak objawia się strukturalnie to, że jedne regiony radzą sobie lepiej, a inne gorzej.
Profil gospodarczy regionów EU - usługi dla biznesu
Region NUTS2 Zatrudnieni w usługach biznesowych % ogółu zatrudnionych (działalość pozafinansowa)
Inner London (UKl1) 596 915 40,5
Utrecht (NL31) 120 270 32,0
Berkshire, Buckinghamshire and Oxfordshire (UKJ1) 259 194 30,8
Île de France (FR10) 1 181 527 30,1
Région de Bruxelles-Capitale / Brussels Hoofdstedelijk Gewest (BE10) 109 726 29,6
Berlin (DE30) 184 146 29,1
Comunidad de Madrid (ES30) 734 718 28,0
Noord-Holland (NL32) 227 524 27,2
Stockholm (SE01) 171 592 26,6
Surrey, East and West Sussex (UKJ2) 204 526 26,5
Zuid-Holland (NL33) 251 822 26,2
Hamburg (DE60) 137 376 26,1
Bedfordshire and Hertfordshire (UKH2) 138 873 25,2
Outer London (UKI2) 297 870 25,1
Darmstadt (DE71) 277 531 25,0
Flevoland (NL23) 19 312 24,1
Karlsruhe (DE12) 173 516 23,9
Groningen (NL11) 32 359 23,7
Düsseldorf (DEA1) 312 929 23,6
Prov. Vlaams-Brabant (BE24) 57 958 23,6
Hampshire and Isle of Wight (UKJ3) 133 086 23,5
Oslo og Akershus (NO01) 86 246 23,5
Wien (AT13) 114 290 22,7
Greater Manchester (UKD3) 183 624 22,6
Praha (CZ01) 134 776 22,6
Lazio (ITE4) 301 648 22,0
Kassel (DE73) 61 483 21,8
Közép-Magyarország (HU10) 206 042 21,5
Leipzig (DED3) 39 787 21,2
Noord-Brabant (NL41) 156 902 21,2
Mazowieckie (PL12) 13,1
Dolnośląskie (PL51) 11,8
Pomorskie (PL63) 10,4
Zachodniopomorskie (PL42) 10,3
Małopolskie (PL21) 10,2
Łódzkie (PL11) 9,8
Tym czymś jest profil gospodarczy. Polskie regiony mają wciąż profil wytwórczy, nie – usługowy. W najważniejszym dziale zatrudnienia współczesnej gospodarki – usługach dla biznesu – oscylują wokół poziomu 10 %. To ponad dwukrotnie za mało, by można mówić o dobrej klasie europejskiej.
Ten element jest STRICTE związany z metropolizacją. Dlatego tym razem, zestawiliśmy 30 czołowych regionów. To nie przypadek, że w czołówce brakuje regionów, które nie miałyby silnego bieguna wzrostu: osadzonej lub wschodzącej metropolii. Takie regiony nie mają profilu usług biznesowych. A jeśli nie mają takiego – nie rozwijają się i nie zarabiają dużo. Bo to biznes generuje środki, a nie badania i rozwój czy infrastruktura drogowa. Ważny jest proces, a nie – totem w postaci drogi szybkiego ruchu. W takiej sytuacji regionowi pozostaje rola niszy, szczególnego poligonu jakichś niezwykłych aktywności. Takie przypadki są jednak bardzo rzadkie. Nawet na świecie. Specjalizacja w produkcji jakichś szczególnie leczniczych wód. Globalne punkty pielgrzymkowe. Albo odwrotnie – całe osady wyspecjalizowane w pornografii, jak San Fernando Valley w Kalifornii.
Ostatecznie jednak nie każdy lubi pielgrzymki i porno. Zarówno jedno, jak i drugie potrafi się znudzić (chyba, że rzeczone regiony wymieniałyby się co kilka lat profilem...). Są natomiast takie usługi, które nie są wartościowe największym działem gospodarki, ale mają szczególne znaczenie: potrzebuje ich większość innych sektorów gospodarki, są więc – uniwersalne branżowo. Niekiedy nazywa się te usługi dla biznesu APS (Advanced Producer Services). Są to konsulting, bankowość, reklama, usługi prawnicze, architektoniczno-inżynieryjne i dizajn. Dochodzą do tego usługi czasu wolnego. To właśnie jest specjalizacja ostra: przeszywa w poprzek wszystkie lub prawie wszystkie gałęzie gospodarki. Niezależnie więc od tego, co się w regionie zalęgnie – spadamy na cztery łapy. Albo nawet na – osiem. O takie lądowania grają regiony w długim okresie.
Sytuacji regionów w Europie nie da się podsumować jednym zdaniem, nawet na podstawie solidnej bazy liczbowych informacji. Nie da się głównie dlatego, że nie istnieje nic takiego, jak region europejski. To, co obecnie nazywa się regionami i (całkiem sprawnie) opisuje liczbowo jako NUTS 2, to zbieranina realnych silnych i słabych regionów, a także tworów czysto statystycznych. Nie jest to jednak pytanie o zasadność NUTS 2. Jest to pytanie o istnienie realnych więzi regionalnych. O ile można wierzyć w istnienie silnych tożsamości regionalnych, o tyle nie ma pewności, czy przekładają się one na sieci procesowych powiązań gospodarczych, tworzących jakieś całości.
ROZWÓJ METROPOLIA NIESIE.
REGION RACZEJ JEST W REGRESIE.
Region jest konceptem typowo terytorialnym i hierarchicznym. Każdy region ma jakąś stolicę. Owe stolice czerpały siłę z zasobności regionu, a z jakości produktów i usług stolic – region. Teraz stolice regionów częściej kontaktują się same ze sobą. Padły przeszkody technologiczne, padają polityczne. Dlatego możemy być świadkami pewnego regresu znaczenia regionów. Będą one nadal żywym i wdzięcznym odwołaniem do płomiennych uczuć.
Na co więc warto stawiać? Paradygmat narodowy podpowiada: na uzdrowienie stosunków we własnym kraju i przygotowaniu najlepszych warunków rozwoju niezależnych od UE i innych regionów. Paradygmat regionalny mówi: na dalszą integrację w strukturach ponadnarodowych i stopniowe rozszczepienie kompetencji państwa w górę (na Unię) i w dół (na regiony). Żaden z nich nie jest zbyt obiecujący.
Pierwszy dlatego, że pozycja państw mimo pewnych wahań chyba będzie wciąż w Europie ulegała pewnemu osłabieniu. Z drugiej strony, państwo tak szybko nie umrze, bo dysponuje usługą bezpieczeństwa wobec jednostki (syndrom strażnika). Tymczasem bilans korzyści i niekorzyści z państwa wciąż jest ujemny.
Natomiast postawienie wszystkiego na regionalizm i federację przekonuje jeszcze mniej. Trudno było znaleźć regiony, które z pozycji słabej wspięły się na pozycję mocną dzięki polityce regionalnej. Polityka spójności, konwergencji, wyrównywania różnic przez całe dekady pompowała środki do obszarów biednych. Żaden z takich regionów nie pokazał się w czołówce.
W czołowej piętnastce regionów Europy, niezależnie od kryterium trudno było znaleźć takie, które NIE miały własnych generatorów dobrobytu w postaci metropolii lub przynajmniej miast o sieciowych cechach metropolii niezależnie od skali. Jakkolwiek nisko nie plasowałyby się nasze województwa, przeważnie najwyżej wypadało mazowieckie. A w porównaniu z tradycjami gospodarczymi Wielkopolski czy Śląska nie powinno tak być. Jeżeli więc Warszawa poniosła mazowieckie, to może lepiej budować Poznanie, Wrocławie, Krakowy czy Trójmiasta, żeby poniosły inne województwa? Może czas zrozumieć, że bycie regionem UE wcale nie jest gwarancją rozwoju? Że stawką w tej grze jest coś więcej niż wyciskanie raz po raz nawet dużych pieniędzy na poczet biednych regionów, przez które potem te pieniądze przelatują jak przez sito, nawet jeśli fizycznie topione są w projektach inwestycyjnych?
Może ta analiza pozwoli też niektórym ludziom dobrej woli zasiadającym w ważnych gremiach zrozumieć dwie rzeczy. Po pierwsze, metropolie nie podkradają dobrobytu regionom. Im więcej metropolii w wewnętrznej krajowej sieci, tym lepiej zarówno dla nich, dla kraju, jak i dla REGIONÓW opartych o średnie i mniejsze miasta. Średnie miasta nie tracą na metropolizacji wielkich. Wprost przeciwnie. Niedościgniony przykład w Europie to miasta niemieckie. Po drugie, hodowanie jednego megamiasta w kraju też nie jest optymalne. Przykładem jest Francja. Generalnie, jeśli nie występuje w czołówce Ile-de-France, to Francja się nie liczy. Tylko Paryż. Oznacza to, zarówno to, że pozycja Warszawy jest atutem Polski, jak i - że samą Warszawą nasze regiony nie powalczą.
Metropolia jest biegunem regionu i jego ostoją. Bez własnej metropolii region prędzej czy później się rozpada albo popada w zasięg innej metropolii. Mamy jeszcze trochę czasu. Dajmy naszym regionom siłę i koncentrację. Dajmy im jak najsilniejsze rdzenie w postaci potężnych, usieciowionych ze światem miast. W przeciwnym razie nasze regiony pozostaną wiecznym polem bitwy dla obcych wojsk.